Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec4 - 5
- 2013, Maj1 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Styczeń1 - 0
- 2012, Sierpień19 - 5
- 2012, Lipiec16 - 32
- 2012, Czerwiec15 - 58
- 2012, Maj25 - 60
- 2012, Kwiecień16 - 37
- 2012, Marzec18 - 32
- 2011, Październik10 - 26
- 2011, Wrzesień16 - 41
- 2011, Sierpień17 - 30
- 2011, Lipiec21 - 29
- 2011, Czerwiec14 - 62
- 2011, Maj21 - 64
- 2011, Kwiecień22 - 61
- 2011, Marzec17 - 49
- 2011, Luty5 - 8
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Grudzień6 - 6
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik18 - 5
- 2010, Wrzesień19 - 0
- 2010, Sierpień14 - 0
- 2010, Lipiec21 - 0
- 2010, Czerwiec20 - 3
- 2010, Maj1 - 0
- 2010, Kwiecień8 - 0
- 2010, Marzec7 - 2
- 2009, Listopad4 - 0
- 2009, Październik6 - 0
- 2009, Wrzesień14 - 0
- 2009, Sierpień11 - 5
- 2009, Lipiec19 - 0
- 2009, Czerwiec19 - 1
- 2009, Maj7 - 0
- 2009, Kwiecień8 - 0
Dane wyjazdu:
18.50 km
0.00 km teren
00:40 h
27.75 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Orbea Aqua
Niedziela, niedziela jak to tak?
Niedziela, 6 marca 2011 · dodano: 06.03.2011 | Komentarze 2
Umówiłem się dzisiaj z Fascikiem i innymi na trening szoszonowy. Rano odprawiłem rytuał związany z przygotowaniem roweru, zmieniłem pedały na mtb (bo tylko do nich mam ciepłe buty) i ciesząc się ze słońca wylazłem na dwór. Niestety, jak tylko wyszedłem zaczął padać śnieg przypominając o tym, że wiosna wciąż za progiem. Do tego przenikliwy zimny wiatr sprawiły, że zacząłem się zastanawiać, czy ten trening ma aby sens. Do Osowy dojechałem żwawym tempem. Na miejscu już byli Fascik i inni Panowie. Pozostało jeszcze poczekać na Marcina. Niestety nie dotarł więc już tylko we dwóch pojechaliśmy na Chwaszczyno. Niestety dość szybko wjechałem na wyrwę w asfalcie i złapałem kapcia. Oczywiście nie wziąłem ze sobą zapasowej dętki, bo przecież kto widział szoszona z zapasową kiszką?Z mocnym postanowieniem poprawy (względem części zamiennych na trasie) oraz z zamiarem oddania stosownej ofiary manitou zostaliśmy zabrani przez moją squaw do domu. Po uzupełnieniu płynów i nastrojeniu skrzypiec udaliśmy się na dalszą część treningu do sklepu Fascika. Pokręciliśmy na trenahejros gdzie z racji braku wentylatora oddałem sporą ilość płynów oraz soli zupełnie gratis. A przepraszam, nie gratis. Michał był na tyle miły (zresztą ma to w swej naturze po prostu), że podregulował mi mojego Rebe. Jadąc godzinkę porozmawiali i poopowiadali sobie o tym, co ich do tej pory w życiu spotkało, co ich cieszy a co nie, oraz o planach na najbliższe miesiące względem rowerowych startów co przyczyniło się do dalszej integracji jak również uprzyjemniło zdecydowanie czas trenahejrowania.


