Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec4 - 5
- 2013, Maj1 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Styczeń1 - 0
- 2012, Sierpień19 - 5
- 2012, Lipiec16 - 32
- 2012, Czerwiec15 - 58
- 2012, Maj25 - 60
- 2012, Kwiecień16 - 37
- 2012, Marzec18 - 32
- 2011, Październik10 - 26
- 2011, Wrzesień16 - 41
- 2011, Sierpień17 - 30
- 2011, Lipiec21 - 29
- 2011, Czerwiec14 - 62
- 2011, Maj21 - 64
- 2011, Kwiecień22 - 61
- 2011, Marzec17 - 49
- 2011, Luty5 - 8
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Grudzień6 - 6
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik18 - 5
- 2010, Wrzesień19 - 0
- 2010, Sierpień14 - 0
- 2010, Lipiec21 - 0
- 2010, Czerwiec20 - 3
- 2010, Maj1 - 0
- 2010, Kwiecień8 - 0
- 2010, Marzec7 - 2
- 2009, Listopad4 - 0
- 2009, Październik6 - 0
- 2009, Wrzesień14 - 0
- 2009, Sierpień11 - 5
- 2009, Lipiec19 - 0
- 2009, Czerwiec19 - 1
- 2009, Maj7 - 0
- 2009, Kwiecień8 - 0
Dane wyjazdu:
27.40 km
27.40 km teren
01:27 h
18.90 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:147 ( 76%)
HR avg:124 ( 64%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Canyon
A koło robiło pisk: "tłin, tłin"
Środa, 11 kwietnia 2012 · dodano: 11.04.2012 | Komentarze 0
Wybór, na którym rowerze dzisaj jechać zapadł tuż przed samym południem. Postanowiłem, że tym razem to będzie Canyon.Odzwyczaiłem się od niego i na początku dziwnie mi się siedziało. Po chwili jednak przywykłem do odrobinę wyższej niż na Biri pozycji.
Tymczasem koła kręciły się a klocki ocierały o lekko wykrzywioną tarczę hamulcową w przednim kole. To niedopasowanie skutkowało cyklicznym popiskiwaniem. Jak dobrze, że wziąłem klucze imbusowe. Niestety, regulacja nie przyniosła oczekiwanych efektów. Popiskiwanie zmieniło jedynie ton na niższy, mniej dokuczliwy.
W międzyczasie na niebie pojawiły się chmury. Nie było ich wiele, jednak mimo to w lesie zrobiło się ciemniej. Chwila wachania co zrobić, jednak wiedziałem, że nie można zwlekać, to mogło się źle skończyć. Zatrzymałem się więc i szybkim ruchem zdjąłem okulary z przyciemnianymi szkłami. Nie minęło kilka sekund a lewa tylna kieszeń wypełniona została delikatną zawartością - okulary były bezpieczne a ja mogłem się cieszyć znaczną poprawą widzenia.
Czy to z tego powodu, czy może dlatego, że pąki jeszcze nie wyejakulowały, w pewnym momencie ujrzałem ścieżynę. Dziwne, nie widziałem jej wcześniej, mimo, że jeździłem tamtędy dziesiątki razy. Strach przed nieznanym przegrał tym razem z ciekawością. Zrzuciłem na wszelki wypadek na lżejszy bieg i odbiłem w lewo. Lekki podjazd i zaraz za wzniesieniem pojawiła się niewielka polana, a w środku kilka starych, zmurszałych pni. Kilka lat temu musiał przechodzić tędy gajowy sięjąc zniszczenie piłą mechaniczną - pomyślałem. Miałem naprawdę wiele szczęścia, że się na niego nie natknąłem. Oddaliłem się szybciej, niż wynikałoby to z nachylenia terenu. Pulsometr z nastawionym alarmem na puls powyżej 140 HR zaczął wrzeszczeć swoje "zwolnij! zwolnij!". Dopiero po kilkuset metrach poczułem się odrobinę bezpieczniej. Serce również zaczęło się uspokajać...
Kategoria teren


