Info
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Lipiec4 - 5
- 2013, Maj1 - 0
- 2013, Kwiecień1 - 0
- 2013, Styczeń1 - 0
- 2012, Sierpień19 - 5
- 2012, Lipiec16 - 32
- 2012, Czerwiec15 - 58
- 2012, Maj25 - 60
- 2012, Kwiecień16 - 37
- 2012, Marzec18 - 32
- 2011, Październik10 - 26
- 2011, Wrzesień16 - 41
- 2011, Sierpień17 - 30
- 2011, Lipiec21 - 29
- 2011, Czerwiec14 - 62
- 2011, Maj21 - 64
- 2011, Kwiecień22 - 61
- 2011, Marzec17 - 49
- 2011, Luty5 - 8
- 2011, Styczeń2 - 0
- 2010, Grudzień6 - 6
- 2010, Listopad6 - 0
- 2010, Październik18 - 5
- 2010, Wrzesień19 - 0
- 2010, Sierpień14 - 0
- 2010, Lipiec21 - 0
- 2010, Czerwiec20 - 3
- 2010, Maj1 - 0
- 2010, Kwiecień8 - 0
- 2010, Marzec7 - 2
- 2009, Listopad4 - 0
- 2009, Październik6 - 0
- 2009, Wrzesień14 - 0
- 2009, Sierpień11 - 5
- 2009, Lipiec19 - 0
- 2009, Czerwiec19 - 1
- 2009, Maj7 - 0
- 2009, Kwiecień8 - 0
Dane wyjazdu:
38.70 km
20.00 km teren
01:37 h
23.94 km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max:182 ( 95%)
HR avg:151 ( 79%)
Podjazdy:546 m
Kalorie: 1350 kcal
Rower:Canyon
Omijając błyskawice.
Sobota, 7 lipca 2012 · dodano: 07.07.2012 | Komentarze 0
Omijałem je, ponieważ nie lubię jeździć w czasie burzy. Imaginacja mię się włącza i wydaje mi się, że sam Zeus popędzać chce mię. Dlatego wyszedłem na rower akurat wtedy, gdy Ojciec bogom udał się na co sobotnie ssanie pałki. Bo czym innym wytłumaczyć sobie można przerwę w padaniu, błyskaniu, grzmoceniu i wyładowaniu? Musi miał coś przyjemniejszego do roboty.A ja tymczasem borem i trójmiejskim parkiem krajobrazowym udałem się ponownie na Reja. A przeszkodziły mnie w tej ekskursji doroczne, lecz mimo to niespodziewane dla mnie zawody, polegające na tym, że zapindalają samochody po ulicy na czas, który szybciej. I hałas wydawają taki, że mój fiat 126p, którego miałem swego czasu, może się schować, mimo urwanego tłumika przy samym kolektorze. Popaczyłem, powąchałem, posłuchałem i przedarłem się w przerwie między zmianą kategorii na drugą, lepszą stronę ulicy. Tamtędy udając się w stronę Reja wykonałem podjazd, tak akurat na rozgrzewkę.
Na Reju spotkałem Candulę. Ale zanim ją spotkałem, zamajaczyła (! - mówi się tak?) przede mną sylwetka kolarza, który z właściwą i słuszną kadencją napierał po płaskim. Włączyła mię się oczywiście funkcja, którą mam między pośladkami, o nazwie mniej więcej: gonić, łapać, comibędziemajaczyłprzedemnąniechmajaczyzamną. Jak już przestało majaczyć, okazało się właśnie, że to Candula kończy swój trening sześciorejowy. Pogadawszy, powymieniawszy się doświadczeniami, pokręciwszy w końcu wspólnie i rozstawszy się.
I wypełnił się trening! Dokonało się - trzy razy pod łagodną z opcją 6 min w 110%
kropka.


